Po co ci te tatuaże? Decyzja, wzór, studio i przemyślenia....

Po pierwsze to dziękuję za bardzo pozytywny odbiór bloga. Przekroczyliście moje najśmielsze oczekiwania i dziś, gdy nawet porządnie nie wystartowałam zasięg mierzę w tysiącach. Tak jak obiecałam, porozmawiamy sobie trochę o tatuażach. Tych większych, mniejszych. Oklepanych i zupełnie innych od innych. O decyzjach i wyborze tatuatora...

Dziś wjedzie drażliwy temat. Temat, którego nie lubię poruszać i który denerwuje mnie przy każdej najbliższej okazji. Ilekroć nie wspominałam komukolwiek o planach na tatuaż słyszałam:  "A tobie to po co?" Nie ukrywam, że nie lubię ingerować w ciało innych, zupełnie nie interesuje mnie fakt, że ktoś ma dziarę na nodze, na uchu czy na tyłku. Uważam, że tatuaż to świadoma decyzja każdego z nas, za którą będziemy ponosić odpowiedzialność. Jeśli ktoś ma ochotę wydziabać sobie imię narzeczonego - dlaczego nie? Powinien się tylko liczyć z konsekwencjami, to proste.


1) Mój wzór

Swój wzór wybrałam zupełnie świadomie. Stwierdziłam, że chcę mieć asymetrycznego wilka, z mocnym cieniowaniem i dobrze widocznym konturem. Nie chciałam go chować, dlatego wrzuciliśmy go razem z tatuatorem na całe przedramię. Gdy ktoś pyta mnie o znaczenie, wolę nie odpowiadać. Uważam, że każdy tatuaż ma swoją historię, mniejszą lub większą. Tak jest też w moim przypadku. Mój wilk ma swój rozdział w moim życiu. Po zrobieniu go, definitywnie go zamknęłam i nie doszukuję się piątych znaczeń. Kocham go, podoba mi się, jestem w pełni zadowolona i nie zamieniłabym swojego przedramienia na żadne inne. To tyle odnośnie dziwnych spekulacji poniektórych osób.

2) Decyzja - czy boli?

Uważam, że to, co robimy swojemu organizmowi powinno być przemyślane. Nad pomazaniem się, siedziałam rok. Zastanawiałam się co zrobić, gdzie zrobić. Myślałam nad wzorem, układałam w głowie koncepcję i doszłam do wniosku, że zakończę 2016 takim pozytywnym aspektem. W kwestii bólu, jeśli ktoś mówi, że dziaranie nie boli - prawdopodobnie tatuował znak nieskończoności wielkości monety dwuzłotowej, ewentualnie motyla bez grama cienia. Rozwiewając wszelkie wątpliwości. Tak, tatuowanie boli. Jest to ingerencja igieł w nasze ciało, jak to ma nie boleć? To, jak zniesiemy ból zależy od naszej odporności. Nie jest na tyle nieprzyjemny, żeby uciekać, ale po czterogodzinnej sesji, gdy pod koniec skóra już krwawiła - nie było fajnie. Naprawdę. W kwestii tego, czy bardziej boli kontur czy cień, odpowiem, że mnie cień. Kontur miałam poprawiany po wstępnym wyrysowaniu i dopiero za drugim razem, gdy skóra była już wrażliwa, miałam wrażenie, że ręka mi eksploduje. Poza tym, było fajnie i nie narzekałam, zdążyłam ze dwie kawy nawet wypić, a atmosfera w studio tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że tam wrócę.


3) Wybór studia 

O studio w jakim robiłam swój tatuaż byłam pytana już dziesiątki razy, dlatego rozwieje wszelkie wątpliwości i podzielę się moimi odczuciami. Mojego wilka stworzył mi Przemek ze studia Wydziarani w Łodzi. Jestem w stanie polecić tego człowieka z pełną odpowiedzialnością. Atmosfera była świetna. Z Przemkiem widziałam się dwa razy, bo najpierw na przymiarce projektu, później już na samej sesji. Do dziś mamy kontakt i co więcej - planujemy następne projekty...:) Poszłam tam z polecenia i dziś też z czystym sumieniem polecam. Studio znajdziecie w Łodzi Górnej, a gdyby ktoś chciał kontakt bezpośredni przez telefon - to oczywiście służę swoją pomocą na priv. Jak zawsze zresztą.


4) A co ludzie powiedzą?

Najciekawszy, a jednocześnie najbardziej żałosny temat w kwestii robienia sobie jakichkolwiek tatuaży. Dla sprostowania rozwieje wszelkie wątpliwości. Dla mnie, jedyną opinią, jaka mnie interesuje jest opinia moich najbliższych. To jest opinia mojej mamy, mojego faceta, mojej najbliżej rodziny i osób, które coś dla mnie znaczą. Nie interesuje mnie to, kto stwierdzi, że zniszczyłam sobie życie. Nie interesuje mnie nawet opinia średniej klasy panny z miasteczka, której jest po prostu szkoda. Która ma na tyle nudne życie, że komentuje ludzkie wybory. Która nie skończyła nawet szkoły, a kwestionuje decyzje obcych jej ludzi. Myślę, że każdy z nas zna takie osoby i wie o co chodzi. Robiąc sobie tatuaż, już podczas siedzenia na fotelu byłam w pełni świadoma swojej decyzji. Wiedziałam, że kiedyś będę mamą, babcią. Wiedziałam nawet, że kiedyś będę chciała być autorytetem dla własnych dzieci. Wiem też, że nie przeszkodzi mi w tym cała wydziarana ręka. Ku pokrzepieniu serc i żeby wprowadzić nutkę ekscytacji w nudne życie niektórych ludzi powiem, że - do końca roku 2017 prawdopodobnie domknę sobie rękaw, a kolejną sesję zaczynam już w marcu. No i cieszę się jak dziecko. Czy to ma wpłynąć na to kim jestem, co robię i do czego w życiu dążę? Oczywiście, że nie. Dlatego polecam wszystkim niezdecydowanym, bojącym się opinii otoczenia - walczyć o swoje marzenia. Ciało należy do was, jeśli macie ochotę je pomazać, a to ma sprawić, że będziecie szczęśliwi - po co czekać i się zastanawiać? Chcecie zrobić sobie portret swojego kota? Spoko. To wy będziecie go nosić, nie nudne otoczenie. Pamiętajcie, że ludzie zawsze będą gadać i tylko od nas zależy, jaki zrobimy hałas. :) Jeśli jesteście dla kogoś ważni to zaakceptuje was takimi, jacy chcecie być. Jeśli nie jesteście, to po co zawracać sobie takimi ludźmi głowę? Poniżej wrzucam zdjęcia.

Share this:

CONVERSATION

2 komentarzy :

  1. Ten wilk jest cudowny. Uwielbiam takie geometryczne tatuaże i sam on wygląda już świetnie, ale dodanie cieni dodało takiego charakteru, mocy. Ja w tym roku kończę 17 lat i na osiemnastkę jako taki prezent ode mnie dla mnie chcę zrobić sobie tatuaż. Od pół roku mam wydrukowany wzór, powieszony na szafce i jeszcze mi się nie znudził, oby kolejne półtora roku tego nie zmieniło.

    Co do tej opinii innych przypomniała mi się sytuacja z lekcji religii. Moja nauczycielka jest DELIKATNIE mówiąc fanatyczką biblii i wszystkiego z nią związanego. No i na pewnej lekcji rzuciła temat: tatuaż to grzech. Ja słysząc to nie wiedziałam, czy śmiać się czy płakać. To jeszcze mnie bardziej zmotywowało. Moje ciało, mój wybór, i biblia ani ona nie będą mi dyktować co mam robić a co nie. Przyjdę na lekcję tak, żeby cały tatuaż widziała bardzo dokładnie!

    Plus, może zrobisz post, w którym pokazałabyś, jak to wszystko wygląda z Twojej strony? Typu - jak wyglądała sesja, jak się podczas niej czułaś, ile miałaś swobody. Ciekawi mnie też, jak pielęgnacja wygląda ze strony osoby tatuowanej. Na stronie studia niby to wszystko jest tak wytłumaczone, ale chętnie zobaczyłabym ten temat z Twojej perspektywy. W końcu to jest dla Ciebie coś nowego, więc przydałoby się wielu osobom - w tym mi - które planują pierwszy tatuaż.

    Dodatkowo masz czarujący design bloga. Taki przejrzysty, ułożony. Powodzenia w dalszym blogowaniu!

    Ściskam ciepło, Sunshine

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisałaś tak piękny i wyczerpujący komentarz, ze nie mam slow! Bardzo dziękuje za Twoja opinie, tez uważam, ze tatuowanie to nic złego i trzymam kciuki, zeby Twoj projekt Ci sie nie znudził :) Na pewno napisze jeszcze jakis post pod katem czystych odczuć itd i jak sie czuje po czasie! Dzięki, ze przeczytałaś, buziaki!:)

      Usuń